niedziela, 10 lipca 2022

Warszawa - Krakowskie Przedmieście

Warszawa - Krakowskie Przedmieście (1861-65).
Fot. J. Mleczkowski.
Źródło

Warszawa - Krakowskie Przedmieście (ok. 1865).
Fot. J. Mleczkowski.

Warszawa - Krakowskie Przedmieście w stronę Placu Zamkowego (ok. 1890).
Fot. K. Brandel.

Warszawa - Krakowskie Przedmieście (1900).
Fot. W. Zahorski.

Lokaj

Lokaj z otoczenia rodziny Potockich (ok. 1897).

sobota, 9 lipca 2022

Szubrawcy według Glogera

Michał Baliński. 
Ryt. F. Tegazzo. "Kłosy" 1868 nr. 176.

Szubrawcy
(Encyklopedia Staropolska Z. Glogera).

Towarzystwo literacko-moralne w Wilnie. Ignacy Lachnicki, dr. filoz., wydał w r. 1817 w tem mieście parę numerków luźnego pisemka p. t. „Wiadomości brukowe”, do którego dały powód okoliczności i zdarzenia współczesne. Kazimierz Kontrym nadał „Wiadomościom brukowym” trwałość i kilkoletnie istnienie (do r. 1822) przez założenie towarzystwa literackiego „Szubrawców,” do którego należeli uczeni i obywatele litewscy, dbali o poprawę moralną spółziomków i prostowanie krzywych pojęć. Wyszydzali złe nałogi i zakorzenione wady społeczne piętnując dowcipem i szyderstwem: próżniactwo, szulerkę, gnuśność, pieniactwo, nieludzkość, rozpustę, próżność, francuzczyznę i tym podobne skażenia charakteru polskiego. Dla towarzystwa wydany był „Kodeks Szubrawski” (przeważnie ułożony przez Kontryma. Członkowie przybierali nazwiska z bajecznej mitologii litewskiej i niemi podpisywali swe prace. Michał Baliński (Auszlawis), strażnik łopaty i porządku, opisał żartobliwym wierszem początek i dzieje towarzystwa p. t. Mixtum Chaos czyli Historja Szubrawców w Tygodniku Wileńskim r. 1819. Pierwszym prezydentem towarzystwa był uczony dr. medycyny Jakób Szymkiewicz (Perkunas). Po jego zgonie wybrano sławnego Jędrzeja Śniadeckiego pod imieniem Sotwaros. Główniejszymi członkami towarzystwa byli: profesor uniwersytetu Leon Borowski (Pergrubis), poeta Ignacy Szydłowski (Gului) i wielu innych. Piotr Chmielowski ogłosił w Tygodniku Ilustr. „Towarzystwo Szubrawców i Jędrzej Sniadecki, zarys obyczajowo-literacki”, gdzie powiada: „Przez lat 6 wydano tyleż tomów „Wiadomości brukowych” (1817 – 1822) i to jest najważniejszy i najtrwalszy ślad działalności Tow. O liczbie jego członków nic pewnego nie wiemy. W „Pamiętniku warszawskim” z grudnia 1817 roku znajduję wiadomość, że wówczas liczba członków miejskich i wiejskich wynosiła 80. Zdaje się rzeczą prawdopodobną, że „Kodeksem” przepisana cyfra członków miejskich (40) zebrała się dosyć wcześnie i przetrwała aż do upadku Towarzystwa. Szłoby więc nam głównie o liczbę rustykanów, któraby nam mogła pokazać, jak szeroko na prowincyi wpływ Szubrawców praktycznie się rozpowszechniał, jak wielkie uznanie ich myśli i dążenia znajdowały wśród ogółu inteligencyi... Obecnie zadowolić się musimy ogólnemi wiadomościami, powtarzanemi przez Balińskiego i Rogalskiego, że Towarzystwo wywierało wpływ znakomity, że pomimo niechęci, jaką mu niektórzy okazywali, większość światłych ludzi była za niem i że wpływ ten był bardzo zbawienny”. Seweryn Goszczyński, jakkolwiek przyznaje, że „Wiadomości brukowe” były pełne zalet pod niektórymi względami, powiada przecież ironicznie, że uderzały „razami naoślep, to w magnetyzm, to w pisownię Felińskiego, to w tym podobne objawienia nowości”. – „Łatwo zrozumieć – pisze Chmielowski – dlaczego poecie nie podobało się Towarzystwo krytyczne, wojujące dzielnie dowcipem. Goszczyński podzielał jedno ze złudzeń romantyzmu, jakoby dowcip był wprost przeciwnym poezyi, która powinna była malować tylko uczucia tkliwe lub potężne, wzruszać i unosić czytelnika”. 
W zakończeniu powyższej wiadomości o Towarzystwie Szubrawców, dodać musimy naszą uwagę, że gdyby inteligencja społeczeństwa polskiego miała w sobie więcej żywotności, to 6 roczników „Wiadomości brukowych”, które niebawem stały się bibljograficzną rzadkością, powinny były zostać przedrukowane w jednym dużym tomie, z objaśnieniami przez długo żyjących członków Towarzystwa, którzy mnóstwo ciekawych szczegółów unieśli z sobą do grobu na zawsze.

środa, 6 lipca 2022

niedziela, 3 lipca 2022

Słowo o ludności Galicyi 1847

 



Artykuł z "Kalendarz Powszechny Świąteczny Domowy i Gospodarski 
obrządku łacińskiego i ruskiego 1847 roku"

Staropolskie Zapusty i Ostatki

Chodzenie z kozą na Rusi. Rysunek oryginalny Fałata. 
Tygodnik Ilustrowany 1883 r. 

Staropolskie Zapusty i Ostatki

Zapusty to staropolska nazwa karnawału, oznaczająca cały czas od Nowego Roku i Świętach Trzech Króli do Wielkiego Postu. Kilka ostatnich „dni zapustnych” nasi przodkowie określali z kolei mianem „mięsopustów”, czy pożegnania z mięsem. Współcześnie ostatki (czyli mięsopust) określa się niekiedy mianem zapustów, co jest moim zdaniem błędną praktyką. Na rozróżnienie obu terminów zwracał uwagę min. Zygmunt Gloger w Encyklopedii Staropolskiej.
Szczególnie hucznie obchodzono w dawnej Polsce kończące karnawał „mięsopusty” (zwane też „dniami szalonymi”). Po wszystkich gospodach odbywały się w tych dniach tańce i hulanki. Na wsi wiązał się z nimi obyczaj „skakania przez kloca”. Jak pisze Z. Gloger „dziewki niepobrane zamąż i parobcy niepożenieni ciągnęli kloc do gospody, gdzie póty lano nań wodę, aż gospodarz okupił się sutym poczęstunkiem. A potem baby skakały przez ten pień „na len” a gospodarze „na owies”, powiadając, że jak wysoko kto podskoczy, tak wysoki będzie miał len lub owies w tym roku. Piszący to (Z. Gloger) pamięta, jak pewien profesor, kupiwszy sobie wieś na Podlasiu, zapragnął przyjrzeć się temu zwyczajowi ludowemu, lecz zaledwie ukazał się we drzwiach karczmy, gdy wesołe i podchmielone baby pochwyciły swego dziedzica i przymusiły do skakania przez pień w środku izby, aż musiał się im wiadrem piwa wykupić”.
Trudno wyobrazić sobie staropolskie Ostatki bez bardzo popularnych, zwłaszcza na wsi, przebieranek. Owe „maszkary i kostiumy” przywędrowały do nas z zachodniej i południowej Europy. Na Ostatki „lud wiejski” przebierał się w Polsce za Żydów, Cyganów, „dziadów”, a także za różne zwierzęta – konie, kozy (np. wielkopolski i kujawski „podkoziołek”), bociany, niedźwiedzie itp. Tak przystrojeni kolędnicy chodzili od domu do domu, odgrywając za różne podarunki krótkie scenki. Od chodzenia z maszkarami nie stroniło również miasto. Ignacy Krasicki wspomina krakowskie „baby cząbrowe”. Były to przekupki, które w „tłusty czwartek” na krakowskich ulicach „combrzyły” w szkaradnych maskach napastując przechodniów. Wiejskim fenomenem były popularne wśród szlachty ostatkowe kuligi. Bogate mieszczaństwo spędzało karnawał na różnych zabawach i balach (bardzo często łączonych z maskaradami).
Wedle wierzeń ludowych ostatkowa zabawa we wtorek przed „tłustym czwartkiem” („śledzik”) musiała kończyć się przed północą. Było tak ze względu na „djabła”, który stojąc za drzwiami karczmy spisywał wszystkich, którzy tego dnia hulali jeszcze po „północku”. Na Kurpiach w ową ostatnią zabawę tuż przed północą wjeżdżał do izby „Zapust”, który przepędzał biesiadników obsypując ich popiołem i gasząc światła. Z tą chwilą zaczynał się Wielki Post.